Moja druga w ogóle i pierwsza na którą patrzę z przyjemnością, dwunitka. Spłodzona dziś rano:)
Skromne 55 metrów. Powiem szczerze, że przy większych ilościach włóczki nawiniętych na wrzeciono przędzenie zaczyna być po prostu upierdliwe - włóczka się zsuwa, lata, wrzeciono robi się coraz cięższe. Zastanawia mnie, jak sobie z tym radzą doświadczone prządki?
Coraz lepiej panuję nad skrętem. Od samego początku mam niesamowite skłonności do przekrętów:P Pierwsze nitki mogę trzymać tylko w kłębkach, bo mi wariują xP (Ale mimo to jak już sprawdziłam, szycie tym daje radę:) jednak lepiej mieć przekręt niż niedoskręt.)
Z okazji luźnego zwitka sierściuchy niepocieszone. Z polowań na te moje kłębki (tylko na te, konesery jedne. Na akryl nawet nie spojrzą.) zrobiły już dyscyplinę sportową, a tu płasko:p
Jedna Kiciava jakoś się w tym odnalazła. Nie turla się?:< To można się na tym Uwalić!
Co się stanie jak nie upiorę?:P
piątek, 19 kwietnia 2013
wtorek, 16 kwietnia 2013
Mały spacer historyczny
Powitanie wiosny;>
Wiosnę i pierwszy ciepły weekend uczciliśmy małym spacerem:) Z grodu sopockiego do Oliwy.
Co można opowiedzieć o łażeniu?:d
Przychodzą mi na myśl sarenki spotkane po drodze, zwłaszcza ta spotkana bardzo blisko i czmychająca nieśpiesznie, tak że jeszcze długo można było podziwiać uroczy biały zadek:)
Albo brzoza przy której zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę. Teraz, zanim pojawią się pierwsze liście, jest idealna pora na sok z brzozy. Zrobiliśmy malutkie nacięcie i "nakapaliśmy" do kubka nieco na spróbowanie. To-jest-pyszne. Świeże i "zielone" w smaku.
Ciuchy historyczne idealnie zdają egzamin, bo oddychają. Jedyna ich wada to ciężar. Dla rekonstruktorów powyższe to oczywistość, dla wszystkich pozostałych - pamiętacie jakie wrażenie daje ciepły ciuch z naturalnego materiału? Ja wcześniej nie pamiętałam. Jak swetry to akrylowe, jak płaszcze to poliester:P Od jutra łażę na uczelnię w takim kocyku:)
(a propos kocyka - wyroby z wełny jodełkowej cierpliwie czekają na swoje notki:p)
Jedno z czego kompletnie nie jestem zadowolona, to zdjęcia. Obszerna galeria po następnej wyprawie, bo na pewno będzie takowa:)
Wiosnę i pierwszy ciepły weekend uczciliśmy małym spacerem:) Z grodu sopockiego do Oliwy.
Co można opowiedzieć o łażeniu?:d
Przychodzą mi na myśl sarenki spotkane po drodze, zwłaszcza ta spotkana bardzo blisko i czmychająca nieśpiesznie, tak że jeszcze długo można było podziwiać uroczy biały zadek:)
Albo brzoza przy której zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę. Teraz, zanim pojawią się pierwsze liście, jest idealna pora na sok z brzozy. Zrobiliśmy malutkie nacięcie i "nakapaliśmy" do kubka nieco na spróbowanie. To-jest-pyszne. Świeże i "zielone" w smaku.
Ciuchy historyczne idealnie zdają egzamin, bo oddychają. Jedyna ich wada to ciężar. Dla rekonstruktorów powyższe to oczywistość, dla wszystkich pozostałych - pamiętacie jakie wrażenie daje ciepły ciuch z naturalnego materiału? Ja wcześniej nie pamiętałam. Jak swetry to akrylowe, jak płaszcze to poliester:P Od jutra łażę na uczelnię w takim kocyku:)
(a propos kocyka - wyroby z wełny jodełkowej cierpliwie czekają na swoje notki:p)
Jedno z czego kompletnie nie jestem zadowolona, to zdjęcia. Obszerna galeria po następnej wyprawie, bo na pewno będzie takowa:)
wtorek, 9 kwietnia 2013
Farbowanie czerwoną kapustą
Skoro kapustą można się bawić na jajkach, to czemu by nie spróbować na tkaninach? Pomyślała Tesia, po czym spróbowała. Wykorzystała ten sam wywar w którym wcześniej pływały pisanki. Było tego ledwie litr, może półtora, więc nawrzucała małych próbek (kilka różnych wełenek i len). Ot eksperyment.
Po płukaniu jedna szczególnie robi wrażenie. Niebarwiony, nie moczony wcześniej, niczym nie zabejcowany(!) len.
...stał się niebieski:)
Według wszystkich mądrych książek które czytałam, i ludzi których słuchałam, jedynym liczącym się barwnikiem niebieskim na przestrzeni dziejów było indygo. A to azjatyckie, a to (w średniowieczu) pozyskiwane z urzetu, a to znów amerykańskie. Ale zawsze tylko indygotyn, barwnik drogi, uciążliwy w pozyskiwaniu, trudny.
A tu kapusta jakby nigdy nic daje sobie błękit, i to na lnie, znanym z tego, że barwienia nie lubi.
Co do trwałości - oczywiście poznęcam się jeszcze nad tą próbką:) Na słońce się ją wystawi, wypierze raz i drugi, zobaczymy ile antocyjany kapuściane wytrzymają. Pierwszy tydzień leżenia przy oknie kawałek znosi póki co jakby nigdy nic;d
Ale nawet jeśli koszula tak ufarbowana miałaby wytrzymać rok, to już jest coś, źródło błękitu, dla chłopa którego na indygo nie było stać. Technologia pozyskiwania też banalna.
Występowanie kapusty w średniowiecznej Europie jest udokumentowane wzdłuż i wszerz. Wstępne poszukiwania śladów stricte kapusty czerwonej na razie nie wykazały niczego konkretnego. Ani tak, ani nie. Będę szukać dalej:)
Pozostałe próbki (wszystkie wełniane) - mniej spektakularnie, chociaż też ciekawe:)
Po lewej wełna wcześniej zabejcowana w ałunie, po prawej surowa.
A tu dodana jeszcze próbka tkaniny wełnianej, niebejcowanej. Co ciekawe, początkowo niebejcowana tkanina i włóczka miały bardzo podobny odcień, z czasem włoczka zaczęła... żółknąć, skłania się ku zieleni.
Na koniec cały komplet. Od lewej: włóczka niebejcowana, włóczka bejcowana ałunem, len niebejcowany, tkanina wełniana niebejcowana.
Jeden gar, a każda próbka w innym kolorze.
Czas pokaże jak z trwałością wybarwienia, niemniej capitata f.rubra ma, jak widać, sporo możliwości:)
Po płukaniu jedna szczególnie robi wrażenie. Niebarwiony, nie moczony wcześniej, niczym nie zabejcowany(!) len.
...stał się niebieski:)
Według wszystkich mądrych książek które czytałam, i ludzi których słuchałam, jedynym liczącym się barwnikiem niebieskim na przestrzeni dziejów było indygo. A to azjatyckie, a to (w średniowieczu) pozyskiwane z urzetu, a to znów amerykańskie. Ale zawsze tylko indygotyn, barwnik drogi, uciążliwy w pozyskiwaniu, trudny.
A tu kapusta jakby nigdy nic daje sobie błękit, i to na lnie, znanym z tego, że barwienia nie lubi.
Co do trwałości - oczywiście poznęcam się jeszcze nad tą próbką:) Na słońce się ją wystawi, wypierze raz i drugi, zobaczymy ile antocyjany kapuściane wytrzymają. Pierwszy tydzień leżenia przy oknie kawałek znosi póki co jakby nigdy nic;d
Ale nawet jeśli koszula tak ufarbowana miałaby wytrzymać rok, to już jest coś, źródło błękitu, dla chłopa którego na indygo nie było stać. Technologia pozyskiwania też banalna.
Występowanie kapusty w średniowiecznej Europie jest udokumentowane wzdłuż i wszerz. Wstępne poszukiwania śladów stricte kapusty czerwonej na razie nie wykazały niczego konkretnego. Ani tak, ani nie. Będę szukać dalej:)
Pozostałe próbki (wszystkie wełniane) - mniej spektakularnie, chociaż też ciekawe:)
Po lewej wełna wcześniej zabejcowana w ałunie, po prawej surowa.
A tu dodana jeszcze próbka tkaniny wełnianej, niebejcowanej. Co ciekawe, początkowo niebejcowana tkanina i włóczka miały bardzo podobny odcień, z czasem włoczka zaczęła... żółknąć, skłania się ku zieleni.
Na koniec cały komplet. Od lewej: włóczka niebejcowana, włóczka bejcowana ałunem, len niebejcowany, tkanina wełniana niebejcowana.
Jeden gar, a każda próbka w innym kolorze.
Czas pokaże jak z trwałością wybarwienia, niemniej capitata f.rubra ma, jak widać, sporo możliwości:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)