niedziela, 20 kwietnia 2014

Kolejny ręczny uprząd i zapowiedź farbowania //Yet another handspun yarn and dyeing preview

<a href="http://www.bloglovin.com/blog/12137353/?claim=2ut9ssjdmjz">Follow my blog with Bloglovin</a>

handspun yarn and samples of wool dyed with madder in the background

130 metrów i 20g wełny. Ok. 2.5 godziny na wrzecionie. 
130 meters and 20 grams of wool, about 2,5 hour of spinning. On drop spindle. 


 
podczas pracy/during spinning


Generalnie wrzeciono Kromskich nie cieszy się dobrą sławą, mało która prządka powie o nim dobre słowo. Z tym większym zdziwieniem odkryłam że z wszystkich posiadanych, po to sięgam najchętniej. Długo się kręci i mieści duuuużo wełny. Wrzeciono Kromskich ulubieńcem - jak widać można:)

Although Kromski drop spindle is not very popular, for me it's my favourite. Comparing to others I own, it stores a looot of yarn!  And twirls pretty long time.



Rudy - marzanna, granat wybarwiony chemicznie. Jest to kolor historycznie poprawny - pamiętając że diablo trudny do osiagnięcia i niewątpliwie drogi. Zwłaszcza w średniowieczu, gdy był pozyskiwany z urzetu.

Russet is from madder, navy blue is dyed chemically. It is historically accurate colour, but remembering that it was truly hard to achieve and undoubtedly really expensive. Especially in middle ages, when only source of blue was woad.


próbki marzanny/samples of dyeing with madder

Wszystkie próbki zabejcowane ałunem, wyciągane z kąpieli w różnych odstępach czasu (od 1godz do 2 dni po barwieniu) - co, jak widać, nie zrobiło na nich szczególnego wrażenia.

All samples was mordanted with alum, they were taken out of dyeing bath in various times (from 1 hour up to 2 days after dyeing) - what, as we see, didn't make them difference.


A skoro próbki... znaczy w kotle bulgotało coś większego. A owszem - tkanina, na całkiem ultraśną rekonstrukcję pewnego rzadko rekonstruowanego wczesnego wdzianka. Po ukończeniu dostanie osobny post:)

If I'm showing samples, that means they are sample of something else... This else is textile, wool for reconstruction of some early-medieval garb, which is not reconstructed often. When finished, will receive it's own post;)

poniedziałek, 24 marca 2014

Wiosenna reaktywacja, wiosenny Gotland

Jak w tytule, budzę się ze snu zimowego (wyobraźcie sobie, że ktoś wyrywa misie w styczniu ze snu wrzeszcząc im nad uchem "SESJAAA!!!". Tak się czuję. Jak te misie.) oraz decyduję, z okazji wiosny za oknem zaprowadzić wiosnę na blogu jakąś świeżą notką:) Wiosna co prawda mało zielona póki co, szara i mokra raczej, ale co tam, niech leje, niech mi nawadnia moje przyszłe truskawki i bakłażany ile chce:) I niech sobie jest szara. Ładny kolor. Jak moja ostatnia włóczka.

Na święta dostałam bon do wykorzystania w hobby-wełna. Jeden z najfajniejszych prezentów jakie można dostać, siostra dzięki:) Wzięłam trochę bawełny (10g na spróbowanie, już przetestowałam, bez szału) oraz po 100g BFL i 100g czesanki z rasy owiec gotlandzkich. Ta pierwsza, mięciutka i biała, znany cymes wśród prządek, czeka jeszcze na swoje 5 minut:) Drugą dziś całkowicie skończyłam.

Powstało:

168m/60g singla. Przędłam 3 godziny na wrzecionie Kromskich+czas na przewijanie. Nieco grubsza niż moja przeciętna, docelowo na naala. 

Gotland - singiel

66m/30g dubla. Nie powiem ile czasu zajęła, bo kręciłam z doskoku. Mniej więcej tyle, co ta wyżej, około trzech godzin.


Gotland - 2ply

Zdjęcia niestety robione o różnych pora dnia, a ja wciąż docieram się z nowym sprzętem, stąd różnice w odcieniu. Teoretycznie nie ma się czego wstydzić, jednak "jakoś" nie lubię tego tematu - w lipcu zeszłego roku został mi ukradziony aparat który towarzyszył mi wcześniej przez 6 lat. 38tys zdjęć przebiegu, był przedłużeniem ręki. Był - nie ma:P Pół roku o chlebie i wodzie w towarzystwie pożyczonych małpek, brrrr. Zawzięłam się i sprawiłam ukochanemu Nikonowi zastępcę. I oto jest ze mną. Dogadujemy się powoli, nie obywa się bez sprzeczek bo wiadomo, "mój były to był taki, taki i taki, czemu ty jesteś inny?";D Niemniej wierzę że w końcu coś z tego związku będzie;)

Ale koniec z offtopem. Zastanawiam się jeszcze  co z tym dublem zrobię. Krajkę? Farbować nie zamierzam, te przenikające się odcienie stali, grafitu, szarości są dla mnie prze-pię-kne. Cudowny chłodny odcień.


60g singla i 30g dubla

Pozostałe 5g ze 100 poszło na próbkę, i najwidoczniej około 5g odpadło przy przędzeniu. 

Na wrzecionie kręci się już granatowy Poltops:)

poniedziałek, 23 września 2013

World day of spinning in public - relacja Poznań 2013

Zapragnęłam zagrać na nosie jesieni (zazwyczaj jej przybycie obwieszcza się tym, że przestaję jeździć jak wariat i tkwię w Gdańsku w towarzystwie obowiązków.) - i 21 września udałam się świętować Światowy Dzień Przędzenia w Miejscach Publicznych do Poznania:)


Nazwa mówi wszystko - dzień w którym prządki wychodzą z domów, wynoszą wrzeciona, albo i kołowrotki na plecach, bo czemu nie, pojawiają się na ulicach, w parkach i innych przybytkach razem ze swoim hobby. I przędą! Nam przypadło działać w Museum Cafe, nieopodal poznańskiego rynku. 


 
Z mojej strony smutek że nie wpadłam na to, by przywieźć coś gotowego ze sobą - dziewczyny utworzyły Ścianę swoich wyrobów która prezentowała się cudnie. Ale moich tam niet, tak się kończy oszczędzanie na bagażu:P. Może za rok;)


Z samego przędzenia - moim wydarzeniem dnia było usiąść przy kołowrotku! Pierwszy raz! Alicja udostępniła mi swoją Sonatę i pokazała co i jak (za co dziękuję:*). Po dwóch? godzinach powstała Moja Pierwsza Włóczka Kołowrotkowa. A że ja to ja i skłonność do przekrętów mam silną, na wrzecionie już ujarzmioną, ale w duszy gdzieś stale drzemie, nie obyło się bez tychże - i oto jest, zakręcona pszczółka, mieszanka czesanki Alicji w kolorze naturalnym i mojej, barwionej brzozą.

Rzeczona Sonata, już w rękach właścicielki;)
Chciałoby się więcej. Główna zaleta kołowrotka - tempo. Tempo powstawania włóczki, absolutnie nieosiągalne na wrzecionie. Druga zaleta - ilość nawoju jaka wchodzi na szpulę w kołowrotku. Również nieosiągalna na moim ukochanym patyczku z przęślikiem. Jak się chce jakieś bardziej hurtowe ilości włóczki tworzyć, nie rekonstrukcyjne (to cudo pojawia się w nowożytności, w pl to w ogóle w XIXw i nie ma zmiłuj:p), to kołowrotek jest niezastąpiony. I powoli zaczynam myśleć o sprawieniu sobie jednego...


 

Ale wracając do relacji. Były kołowrotki, były wrzeciona, w kawiarni stanął nawet warsztat tkacki. Z kręcących się atrakcji była też lira korbowa w rękach Barbary Wilińskiej - odbyły się warsztaty śpiewu przez nią prowadzone. Przędłam i nuciłam i słuchałam - magia. Tak spędzać długie zimowe wieczory to ja rozumiem...
Odbyła się również pogadanka o dawnych metodach przędzenia. I tak, w przyjemnej atmosferze minął czas aż do popołudnia, gdy ruszyłam eksplorować poznańskie Muzeum Archeologiczne - ale to już temat osobny.

Miłość własna nie ucierpiała -sama sobie rzecz jasna zdjęc nie strzelałam, ale znalazłam się w jednej relacji. Jeszcze z wrzecionem:)








  
Może by tak częściej niż co roku?;)